Atria
Radomir w czarno-żółtym stroju z mieczem
  • Wiek: 28 lat
  • Pochodzenie: boczna gałąź rodu Wroniego Brodu
  • Charakter: charyzmatyczny, odważny, hojny i lojalny; zarazem dumny, porywczy, źle znosi sprzeciw i uczy się nie usprawiedliwiać samowoli dobrymi intencjami
  • Najważniejsza relacja: Mira

Biografia

Dorastanie

Radomir urodził się jako przedstawiciel bocznej gałęzi starego pogranicznego rodu. Nie oczekiwano, że kiedykolwiek zostanie panem Wroniego Brodu — dziedzicem był jego starszy kuzyn Dobromir, syn barona Witosława. Radomira przygotowywano raczej do roli rodowego miecza: dowódcy straży, opiekuna przeprawy i człowieka, który będzie wspierał przyszłego pana.

Wroni Bród nie był bogatą ani spokojną siedzibą. Kontrolował przeprawę i drogę prowadzącą ku Górom Krańca Świata, dlatego dzieciństwo Radomira od początku naznaczały warty, przybywający uchodźcy, kupieckie wozy i opowieści o orczych rejzach. Ojciec wcześnie zaczął zabierać go między zbrojnych. Nie uczył syna okrucieństwa, lecz prostego pogranicznego przekonania: jeśli ludzie chroniący bród okażą słabość, zapłacą za nią ci, którzy sami nie mogą się obronić.

Wroni Bród i dzieciństwo na pograniczu
Wroni Bród i dzieciństwo na pograniczu

Ojciec Radomira zginął podczas odpierania orczej rejzy, kiedy chłopiec miał około dziesięciu lat. Od tej chwili formalną opiekę nad nim przejął Witosław, lecz codziennym wychowaniem zajął się Sambor — rodowy zbrojny, który wrócił z wyprawy bez swojego dowódcy.

Matka Radomira, Klara, po śmierci męża nie mogła samodzielnie decydować o przyszłości syna należącego do rodu Wroniego Brodu. Zachowała dochody z części ziem stanowiących jej wdowie zabezpieczenie i po okresie żałoby zamieszkała w majątku swoich krewnych. Kilka lat później ponownie wyszła za mąż. Radomir utrzymywał z nią kontakt, odwiedzał ją i poznał swoje młodsze przyrodnie rodzeństwo, ale jego domem pozostał Wroni Bród. Nie czuł się przez matkę porzucony; z czasem zrozumiał jednak, że po śmierci ojca ich życie zostało podporządkowane interesom dwóch różnych rodzin.

Sambor przygotowywał go do roli, którą miał kiedyś pełnić u boku Dobromira. Uczył go walki, jazdy konnej, utrzymywania porządku w oddziale oraz życia z ludźmi podczas długich patroli. Wymagał, by Radomir znał imiona swoich podkomendnych, jadł po nich i nigdy nie wydawał rozkazu, którego sam nie byłby gotów wykonać. Chłopak szybko zdobywał sympatię zbrojnych odwagą, humorem i łatwością rozmowy, ale gorzej znosił nagany. Chciał być lubiany i podziwiany, a sprzeciw zbyt łatwo odbierał jako próbę podważenia jego miejsca.

Witosław traktował bratanka poprawnie, lecz bez serdeczności. Zapewnił mu wychowanie, wykształcenie i wyposażenie należne członkowi rodu, ponieważ uważał to za swój obowiązek wobec zmarłego brata. Ich rozmowy przypominały jednak częściej zdawanie raportu niż spotkania krewnych. Radomir zabiegał o jego uznanie, podczas gdy baron sądził, że pochwała tylko wzmocni jego próżność. W rezultacie każdy z nich widział w chłodzie drugiego coś innego: Radomir brak wiary w swoje możliwości, Witosław — konieczny dystans wobec porywczego wychowanka.

Z Dobromirem łączyło Radomira pokrewieństwo i przyszły obowiązek, ale niewiele osobistej bliskości. Dobromir był cichy, cierpliwy i zamknięty w sobie; zanim coś powiedział lub zrobił, długo obserwował i rozważał następstwa. Przy żywym, wygadanym Radomirze sprawiał wrażenie jeszcze bardziej niedostępnego. Radomir brał jego milczenie za ukrytą dezaprobatę, Dobromir zaś traktował swobodę kuzyna jako brak powagi. Nie byli otwartymi rywalami ani wrogami. Po prostu nigdy nie nauczyli się ze sobą rozmawiać, choć oczekiwano, że pewnego dnia jeden będzie rządził Wronim Brodem, a drugi stanie u jego boku.

Lata młodzieńcze — pierwsza samodzielność

W wieku kilkunastu lat Radomir zaczął towarzyszyć Samborowi podczas patroli, eskort kupieckich i objazdów ziem należących do Wroniego Brodu. Początkowo zajmował się końmi, wyposażeniem i przekazywaniem rozkazów, ale szybko nauczył się rozmawiać zarówno ze zbrojnymi, jak i z mieszkańcami przydrożnych osad. W przeciwieństwie do wielu młodych szlachciców nie trzymał ludzi na dystans. Pił z nimi, słuchał ich skarg i potrafił rozładować napięcie żartem. Zdobywał sympatię łatwiej niż posłuch.

Radomir podczas pierwszych lat samodzielnej służby
Radomir podczas pierwszych lat samodzielnej służby

Sambor stopniowo powierzał mu coraz więcej odpowiedzialności. Radomir prowadził niewielkie patrole, ustalał kolejność wart i rozstrzygał codzienne spory pomiędzy ludźmi. Dobrze radził sobie w nagłych sytuacjach: szybko podejmował decyzje, nie chował się za podkomendnymi i potrafił porwać ich do działania. Gorzej znosił cierpliwe przygotowania oraz konieczność wycofania się, kiedy uważał, że odważniejszy plan może przynieść szybszy rezultat. Był też pobłażliwy wobec przewinień ludzi, których lubił i uważał za lojalnych.

Pierwszy własny sukces tylko umocnił te skłonności. Podczas eskortowania zapasów Radomir zobaczył dym nad położoną nieopodal osadą. Wbrew otrzymanym rozkazom zabrał część zbrojnych i ruszył jej na pomoc, pozostawiając transport pod słabszą ochroną. Napastnicy ustąpili, mieszkańcy ocaleli, a zapasy ostatecznie bezpiecznie dotarły do Wroniego Brodu. Radomir wrócił witany jak bohater.

Witosław ukarał go za samowolne opuszczenie powierzonego zadania. Sambor przyznał, że uratował ludzi, lecz zwrócił mu uwagę, że powodzenie nie uczyniło jego decyzji rozsądną: gdyby druga grupa uderzyła na transport, Radomir musiałby odpowiedzieć za tych, których zostawił bez ochrony. Radomir przyjął karę, ale bardziej zapamiętał wdzięczność ocalonych niż ostrzeżenie. Zaczął wierzyć, że odwaga i słuszna intencja usprawiedliwiają łamanie rozkazów, jeśli tylko ostatecznie odniesie się zwycięstwo.

W tym samym czasie drogi kuzynów coraz bardziej się rozchodziły. Dobromir przygotowywał się do zarządzania ziemiami, uczestniczył w naradach i poznawał zobowiązania rodu. Radomir większość czasu spędzał w siodle, na strażnicach i wśród zbrojnych. Uważał, że poznaje prawdziwy Wroni Bród, podczas gdy Dobromir ogląda go zza stołu z księgami. Dobromir widział natomiast, że kuzyn coraz częściej myli popularność z prawem do nieposłuszeństwa.

Samowola, upadek i wygnanie

Z czasem Radomir otrzymał własny poczet i coraz częściej działał bez bezpośredniego nadzoru Sambora. Był odważny, hojny i łatwo zdobywał przywiązanie ludzi. Dzielił z nimi niewygody, nagradzał lojalność i nie wymagał ostrożności, której sam nie zachowywał. Wokół niego zgromadzili się zbrojni oraz awanturnicy bardziej oddani jemu niż rodowi. Jedną z nich była elfka Meira Urifiel — znakomita wojowniczka, drwiąca z ostrożności i szukająca w walce granicy, której inni nie chcieli przekraczać. Radomir nie był jej ofiarą ani uczniem. Rozpoznali w sobie tę samą pogardę dla strachu i przez pewien czas wzajemnie utwierdzali się w najgorszych odruchach.

Poczet skutecznie odpierał napastników, ścigał rozbójników i ochraniał pograniczne osady. Jego powodzenie przesłaniało jednak rosnący brak dyscypliny. Po zwycięstwach przychodziły długie uczty, hazard, pijackie zakłady i bójki. Radomir hojnie płacił za szkody, jeśli uznawał je za przypadkowe, lecz źle znosił odmowę, zniewagę albo próbę narzucenia mu ograniczeń. Witosław wielokrotnie wzywał go do porządku. Sambor ostrzegał, że ludzie naśladują nie tylko odwagę dowódcy, ale również jego słabości. Radomir odpowiadał, że jego poczet wykonuje zadania, a zatem sposób, w jaki żyje pomiędzy nimi, nie powinien nikogo obchodzić.

Wszystko zmieniła noc w karczmie niedaleko Przesieki. Pomimo ostrzeżeń o działających w okolicy rozbójnikach Radomir pozwolił się spić ludziom, a sam nie dopilnował wart. Napastnicy uderzyli podczas snu. Samborowi poderżnięto gardło, zanim zdążył sięgnąć po broń; zginęło również kilku innych ludzi Radomira. On sam, Meira i garstka ocalałych odparli atak, a następnie ruszyli za zbiegami. Ślady oraz zeznania wskazywały, że część mieszkańców Przesieki pomagała rozbójnikom.

Tragiczne wydarzenia w Przesiece
Tragiczne wydarzenia w Przesiece

Radomir nie czekał na urzędników Witosława. Pojmał podejrzanych, sam przeprowadził przesłuchania i pod przydrożnym dębem wydał wyroki śmierci. Nie wszyscy przyznali się do winy; nie wszyscy mieli przeciw sobie równie mocne dowody. Radomir uznał jednak milczenie za współudział, a żądanie sądu za próbę kupienia czasu pozostałym sprawcom. Kazał powiesić jeńców, po czym zażądał wydania kolejnych winnych.

Kiedy mieszkańcy odmówili, poprowadził nocny najazd na Przesiekę. Rozkazał podpalić spichlerz i domy ludzi, których uważał za wspólników rozbójników. Ogień przeniósł się na sąsiednie zabudowania. Zginęli również ludzie, którym niczego nie udowodniono, a część ocalałych straciła dach nad głową i zapasy przed zimą. Meira oraz pozostali towarzysze uczestniczyli w odwecie, lecz decyzje należały do Radomira. To on ogłosił wyroki i to jego imieniem posługiwali się ludzie wykonujący rozkazy.

Po powrocie nie okazał skruchy. Twierdził, że pomścił Sambora, ukarał zdrajców i pokazał, jaka cena czeka każdego, kto podniesie rękę na ludzi Wroniego Brodu. Witosław wykorzystał wpływy, aby przedstawić wydarzenie jako rozbicie gniazda rozbójników, ale zagroził Radomirowi odebraniem dowództwa. Matka Radomira nie odwróciła się od syna, lecz nie przyjęła również jego usprawiedliwień. Radomir zaczął jej unikać, ponieważ wobec niej trudniej było mu udawać, że w Przesiece odniósł zwycięstwo.

Śmierć Sambora nie otrzeźwiła go. Pozbawiony człowieka, którego szanował na tyle, by czasem przyjąć naganę, Radomir stał się jeszcze bardziej samowolny. Podróżował z dawnymi towarzyszami, pił, wdawał się w pojedynki i szukał okazji do walki. Potrafił bezinteresownie obronić wieś albo kupiecki tabor, a kilka dni później wymusić kwaterunek, pobić człowieka za obrazę lub wmieszać się zbrojnie w cudzy spór. Bywał hojny i serdeczny, szczególnie wobec własnych ludzi, ale coraz częściej oczekiwał, że wcześniejsze dobre czyny usprawiedliwią jego następne występki. Meira pozostała przy nim , nie powstrzymywała go, a on nie próbował powstrzymywać jej.

Witosław przez pewien czas osłaniał bratanka przed konsekwencjami, lecz kolejne bójki, samowolne wyprawy i skargi na jego ludzi wyczerpały cierpliwość barona. Rozwiązał poczet Radomira, odebrał mu dowództwo i wygnał go z rodzinnych ziem. Pozwolił mu zachować nazwisko, sygnet i uzbrojenie, ale odmówił sług, pieniędzy oraz prawa występowania w imieniu rodu. Wygnanie nie miało określonego końca — Radomir miał wrócić dopiero wtedy, gdy nauczy się odpowiadać za ludzi, zamiast jedynie prowadzić ich za sobą.

Matka Radomira nie zdołała zmienić decyzji Witosława. Nie wyrzekła się syna, lecz również nie próbowała przekonywać go, że został skrzywdzony. Dla Radomira jej spokojne przyjęcie wyroku było boleśniejsze niż gniew. Rozstał się z nią w przekonaniu, że zawiódł także ją, choć duma nie pozwoliła mu tego powiedzieć.

Radomir opuścił rodzinne ziemie bez sług, zbrojnych i finansowego wsparcia rodu. Nie uważał jeszcze wygnania za zasłużoną karę. Widział w nim przede wszystkim upokorzenie narzucone przez oschłego wuja, który nigdy go nie rozumiał. Początkowo zamierzał zdobyć sławę poza Litharią, powrócić z głośnymi czynami i zmusić Witosława do przyznania, że wypędził najlepszego obrońcę Wroniego Brodu.

Hipolita i zachodnie rubieże

Hipolita i zachodnie rubieże Litharii
Hipolita i zachodnie rubieże Litharii

Zachodnie rubieże Litharii rozpadły się na ziemie kontrolowane przez skłóconych możnych, wolne kompanie i miejscowe wspólnoty. Po śmierci poprzedniego namiestnika kilka rodów zaczęło pobierać daniny z tych samych osad. Kupcy wynajmowali eskorty, chłopi ukrywali zapasy, a część dawnych żołnierzy przeszła do rozboju.

Hipolita była jedną z pretendentek do władzy nad regionem. Posiadała dziedziczne roszczenia, lecz niewiele własnych ludzi i coraz większe długi. Cierpiała również na postępującą chorobę, której objawy powstrzymywał rzadki lek sprowadzany z zagranicy. Bez niego groziły jej narastający ból, utrata sprawności i przedwczesna śmierć. Wiedziała, że nie odzyska zdrowia, dlatego zależało jej jedynie na zdobyciu dostatecznej ilości lekarstwa i umocnieniu swojej pozycji, zanim choroba ją pokona.

Radomir w jej służbie

Radomir zaciągnął się do jej wojsk niedługo po wygnaniu. Hipolita szybko poznała się na jego zdolnościach i powierzyła mu dowodzenie częścią najemników. Początkowo ochraniał transporty, zwalczał rozbójników i odbijał posterunki zajęte przez konkurencyjnych możnych. Później zaczął ściągać przymusowe daniny, zajmować żywność oraz brać zakładników z osad podejrzewanych o wspieranie przeciwników.

Radomir dobrze czuł się w tej służbie. Ponownie miał pod sobą ludzi, pieniądze na hulanki i przeciwników, których mógł nazywać bandytami albo buntownikami. Hipolita nie wymagała od niego umiaru, dopóki przynosił rezultaty. On zaś nie pytał, czy jej roszczenia są słuszne, ponieważ wojna na rubieżach pozwalała mu żyć dokładnie tak jak wcześniej.

Pierwsze spotkanie z Mirą

Punkt zwrotny nastąpił po zaginięciu transportu lekarstwa przeznaczonego dla Hipolity. Trop prowadził do osady, której część mieszkańców rzeczywiście pomagała przemytnikom. Nie było jednak wiadomo, kto brał udział w napadzie ani gdzie ukryto ładunek. Hipolita poleciła Radomirowi powiesić kilku zakładników i spalić spichlerze, jeżeli lekarstwo nie zostanie zwrócone przed zmrokiem.

Mira sprzeciwia się rozkazowi Radomira
Mira sprzeciwia się rozkazowi Radomira

Mira zatrzymała się w osadzie kilka dni wcześniej. Kiedy najemnicy zaczęli wybierać zakładników, pomagała ukryć dzieci i próbowała skłonić mieszkańców do wspólnego oporu. Ostatecznie sama wyszła na plac i stanęła pomiędzy pojmanymi. Nie znała przeszłości Radomira, lecz otwarcie potraktowała go jak zbójcę, który używa rozkazu i szlacheckiego nazwiska do usprawiedliwienia odpowiedzialności zbiorowej.

Jej sprzeciw sprawił, że Radomir po raz pierwszy zobaczył obecną sytuację jako niemal dokładne powtórzenie Przesieki. Kiedy dowodzący najemnikami zastępca kazał dołączyć Mirę do skazańców, Radomir nakazał uwolnić wszystkich zakładników.

Pierwszy posłuchał go Erasmus, uczony kat, który czasem towarzyszył najemnikom Radomira przy przesłuchaniach i egzekucjach. Głośno potwierdził, że bez udowodnionej winy i prawomocnego wyroku planowana egzekucja byłaby morderstwem. Jego poparcie przełamało wahanie pozostałych. Ludzie Radomira uwolnili zakładników i opuścili osadę, choć dla wszystkich było jasne, że Hipolita nie wybaczy dowódcy takiego nieposłuszeństwa.

Samotna podróż i ponowne spotkanie

Radomir wrócił z oddziałem do obozu, lecz nie czekał na jej reakcję. Tej samej nocy zabrał konia i zniknął. Erasmus domyślił się jego zamiaru, ale nie podniósł alarmu. Przez następne tygodnie Radomir podróżował samotnie, omijając uczęszczane drogi. Wciąż wracał myślami do Miry i jej pogardy. Po raz pierwszy bardziej od utraty pozycji bolało go to, że obca kobieta trafnie rozpoznała, jakim stał się człowiekiem.

Radomir występuje przeciw dawnym towarzyszom, aby uwolnić Mirę
Radomir występuje przeciw dawnym towarzyszom, aby uwolnić Mirę

Spotkał ją ponownie przypadkiem. Jeden z patroli Hipolity odnalazł Mirę i pojmał ją jako podżegaczkę odpowiedzialną za bunt Radomira oraz uwolnienie zakładników. Najemnicy zamierzali zabrać ją do swojej pani na przesłuchanie, po którym niemal na pewno czekałaby ją egzekucja. Radomir rozpoznał oddział: prowadził go jego dawny zastępca, a wśród żołnierzy znajdowali się ludzie, z którymi wcześniej walczył, pił i dzielił zdobyte pieniądze.

Najemnicy nie zaatakowali go od razu. Zaproponowali, że zapomną o spotkaniu, jeżeli pozwoli im zabrać Mirę; niektórzy próbowali nawet przekonać go, by razem z nimi wrócił do Hipolity i zrzucił całą winę na trubadurkę. Radomir odmówił. Kiedy nie zgodzili się uwolnić więźniarki, wystąpił przeciw dawnym towarzyszom. Wykorzystał znajomość ich sposobu walki, rozbił patrol i oswobodził Mirę, ostatecznie przekreślając możliwość powrotu do dawnego życia.

Mira dołączyła do niego początkowo tylko na czas dalszej drogi. Nie ufała mu jeszcze i nie ukrywała, że jeden dobry czyn nie przekreśla wcześniejszych zbrodni. Z czasem stała się jednak osobą, do której Radomir zwracał się w chwilach wahania. Przypominała mu o skutkach jego decyzji i nie pozwalała zasłaniać przemocy honorem, lojalnością ani rozkazem. Po kilku miesiącach wspólnej podróży pojawiło się między nimi przywiązanie, które z czasem mogłoby przerodzić się w miłość.

Ponury Bród

Po kilku tygodniach wspólnej drogi Radomir i Mira natknęli się na Meirę Urifiel, która samotnie polowała na bestię pustoszącą okoliczny trakt. Radomir rozpoznał dawną towarzyszkę, choć spotkanie obojga było dalekie od serdeczności. Meira zamierzała ruszyć dalej po jednej wspólnej nocy przy ognisku, lecz w Mirze rozpoznała swoją siostrzenicę. Nie ujawniła pokrewieństwa. Dołączyła do nich rzekomo przez wzgląd na dawne czasy i obietnicę niebezpiecznej drogi, w rzeczywistości chcąc obserwować siostrzenicę oraz człowieka, z którym podróżowała.

Niedługo później odnalazł ich Erasmus. Za poparcie Radomira Hipolita pozbawiła go urzędu i oskarżyła o współudział w buncie. Kat zabrał ze sobą odpisy jej rozkazów, rejestry egzekucji oraz wiadomości o wysłanych pościgach. Powszechnie pogardzany nie miał dokąd odejść, lecz Radomir pamiętał, że jako pierwszy odmówił nazwania zbrodni sprawiedliwością. Przyjął jego pomoc i ochronił go przed ludźmi Hipolity.

Początki wspólnoty w Ponurym Brodzie
Początki wspólnoty w Ponurym Brodzie

Erasmus wskazał im opuszczony obóz przy mało używanej przeprawie, położony pomiędzy ziemiami kilku zwaśnionych stron. Miejsce miało częściowo zachowaną palisadę, studnię i zabudowania, ale żadnego gospodarza zdolnego narzucić tam własne prawo. Zamierzali zatrzymać się tylko do czasu ustania pościgu. Mira, widząc błoto, poczerniałe belki i minę Radomira, przekornie nazwała obóz Ponurym Brodem. Wkrótce okazało się, że przeprawa może stać się nie tylko kryjówką, lecz również ich pierwszym własnym miejscem na zachodnich rubieżach.

Portrety Radomira

Ilustracje poglądowe z materiałów źródłowych postaci. Kliknij portret, aby obejrzeć go w pełnym rozmiarze.